Jak nie należy pisać artykułów ekonomicznych

Poniższy tekst jest polemiką z artykułem „Nierówności nierównościom nierówne, z bogactwem jest podobnie” zamieszczonym na portalu Obserwatorfinansowy.pl działającym w ramach Narodowego Banku Polskiego.

W mojej opinii artykuł ten ma tak niską wartość merytoryczną, że nie powinien znaleźć się na platformie, której misją jest „prezentacja i popularyzacja pogłębionej wiedzy i myśli ekonomicznej w obszarach makroekonomii, szeroko rozumianych finansów publicznych, bankowości, a także rynków finansowych.”


Artykuł zaczyna się słowami:
„Społeczeństwo nie jest grą o sumie zerowej. W przypadku transakcji rynkowych mamy do czynienia z kreacją dodatkowej wartości - nikomu nie musi ubyć, by ktoś inny odniósł korzyść. Posiadanie i odpowiednie zarządzanie majątkiem wytwarza dodatkową wartość dla szerokiego grona odbiorców.”
Oczywiście to, kto kontroluje ten majątek i decyduje, kto otrzyma tę dodatkową wartość, jest dla autorów bez znaczenia. Fakt, że szerokie grono odbiorców oznacza 1% najbogatszych, jest pomijane, tak samo jak to, że „odpowiednie zarządzanie majątkiem” oznacza unikanie płacenia podatków i obniżanie płac. Takie wygodne ustawienie sobie przeciwnika, żeby łatwiej go było bić.

„Kilka dni temu Oxfam, międzynarodowa organizacja zajmująca się walką z ubóstwem, opublikowała raport na temat globalnych nierówności. Słowo raport zostało tu użyte nieco na wyrost, , bo sam dokument przypomina raczej polityczny manifest, w którym dane empiryczne są przywoływane z rzadka, bez kontekstu i teoretycznej obudowy.”
Można powiedzieć, że słowo raport zostało użyte przez autorów artykułu nawet bardzo na wyrost, skoro Oxfam cytowany dokument tytułuje „Briefing paper” więc oczekiwanie masy danych empirycznych i teoretycznej obudowy jest po prostu głupie.

„Prezentacja tych danych przez Oxfam sprawia wrażenie, że analitycy tej organizacji wierzą, iż bogactwo jednych powoduje ubóstwo reszty.”
Tutaj zastosowano inny, ciekawy zabieg. Jeśli zamiast „bogactwo jednych powoduje ubóstwo reszty” napiszemy „bogacenie się jednych jest możliwe kosztem reszty” to niby wychodzi na jedno, ale nie do końca…

„Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Czy dodanie 30 dolarów do rachunku bankowego osób bogatszych sprawia, że 10 proc. ludzkości staje się biedniejsze?”
Tu już autorzy jadą po bandzie bez trzymanki. Oczywiście, jeśli te 30 dolarów bierze się z Marsa, to nikt nie staje się biedniejszy. Jednak rzeczywistość jest inna, co przedstawia Oxfam, i, co jest chyba oczywiste, że dodatkowe 30 dolarów bierze się z portfeli innych. Ale kto by się takimi niuansami przejmował.

„W przeciwieństwie do firm fundacje nie wypłacają dywidend z zysków, lecz wydają je na swoją działalność. Sedno ich działalności jest jednak dokładnie takie samo jak innych organizacji funkcjonujących na rynku: próbują się rozwijać w konkretnej branży i maksymalizować wartość różnorodnych aktywów, które posiadają.”
Celem fundacji jest zdobywanie rynku i maksymalizacja aktywów. Jak widać, autorom wszystko kojarzy się z firmą. Jakby głębiej poszukać, to pewnie dla nich rodzina też działa jak firma… Trudno o większe zaślepienie ideologiczne.

„Jako osobny byt prawny amerykański oddział Oxfam ma aktywa większe niż 99,7 proc. ludzi na świecie (jednocześnie aktywa te stanowią więcej niż skumulowany majątek 40 proc. populacji globu). Oczywiście, można protestować przeciwko takiemu postawieniu sprawy: to korporacja, nie osoba. Co do swej natury majątek korporacji nie różni się jednak od majątku konkretnych osób.”
I znowu ten sam brak zrozumienia rzeczywistości. „Natura majątku” nie ma znaczenia, istotne jest to, czyją jest on własnością, czyli kto ma prawo do dysponowania nim i czerpania z niego pożytków. Autorzy sami sobie zdają sprawę z idiotyczności porównania korporacji i osoby, ale nie przeszkadza im to dalej brnąć w ten absurd.

„Obliczmy także coś na kształt PKB Oxfamu w Stanach Zjednoczonych. Wedle sprawozdania finansowego wynagrodzenie pracowników i inne świadczenia na rzecz pracowników wyniosły ok. 34 milionów dolarów (38 proc. budżetu). Oznacza to, że PKB per capita w Oxfamie to prawie 97,5 tysiąca dolarów rocznie.”
Kolejna perełka. Panowie autorzy z Instytutu Misesa najwyraźniej nie wiedzą, co to jest PKB. Otóż śpieszę wyjaśnić, że PKB od strony dochodowej to: dochody z pracy + dochody z kapitału + dochody państwa + amortyzacja. Jak widać są to rzeczy nieporównywalne. No ale jeśli chce się udowodnić jakąś tezę za wszelką cenę, to takie drobiazgi jak definicje nie mogą przeszkadzać.
Autorzy niby są tego świadomi: „Oczywiście powyższa analiza to czysta demagogia”. Ale wydaje im się, że udowadniają w ten sposób, że „Nie różni się ona jednak zupełnie od demagogii w wykonaniu Oxfamu”. Otóż różni się, i to kolosalnie.

Dokument Oxfamu jest jednak poza zdolnością pojmowania autorów artykułu. Piszą bowiem „Oxfam mógłby się bronić: „Zatrudniamy wartościowych ludzi”; „musimy przyciągać talenty”, „prowadzimy rozległą działalność”. I o to właśnie chodzi! Ośmiu ludzi piętnowanych przez Oxfam robi dokładnie to samo.” I żeby rozwiać wszelkie wątpliwości na temat swojej inteligencji i wiedzy podają przykład Jeffa Bezosa, właściciela Amazona. Firma ta, w swoich magazynach (również w Polsce) zatrudnia przecież tysiące „talentów” i zależy jej na zatrudnianiu „wartościowych ludzi”. Bo inni sobie nie poradzą z pracą magazyniera za minimalną stawkę, na umowie czasowej. Amazon bynajmniej nie traktuje swoich pracowników jak żywe roboty.

Nie dziwi więc, że piszą dalej: „Świat potrzebuje więcej przedsiębiorców pokroju tych ośmiu, by zwalczyć biedę i podnieść społeczny dobrobyt. Na szczęście tak właśnie się dzieje w ostatnich dekadach. Co ciekawe, potwierdza to sam raport Oxfamu. Na stronie 12 znajdziemy tam wykres, który obrazuje, że w latach 1988-2011 wszystkie decyle światowej populacji doświadczyły wzrostu dochodu. Co więcej, ludzie z decyli od pierwszego do ósmego doświadczyli wzrostu wyższego niż najbogatsi — ci z decyla dziewiątego i dziesiątego.”
Oto cytowany przez autorów wykres:


Pomarańczowa linia to wzrost dochodów na osobę w procentach , a niebieska linia to całkowity wzrost dochodów na osobę w dolarach amerykańskich mierzony wg parytetu siły nabywczej w 2005 r.
Jak nazwać fakt przytoczenia przez autorów pomarańczowej linii i braku słowa na temat niebieskiej? Niech będzie dyplomatycznie – nierzetelność.

Autorzy swoje wynurzenia kończą stwierdzeniem „W każdym bądź razie bogactwo wspomnianych ośmiu nie powoduje biedy najuboższych. Jest dokładnie odwrotnie — najbogatsi przedsiębiorcy tworzą szanse na szybszą poprawę losu dla wszystkich”, popisując się kompletną ignorancją najnowszych badań ekonomicznych takich instytucji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, OECD. Tak ideologicznie otumanieni nie są nawet przedstawiciele elit gospodarczych zebrani na forum w Davos.

Poza tym, fakt, że majątek najbogatszych rośnie najszybciej, jest chyba dowodem na to, że pracownicy i konsumenci, czyli ci „wszyscy”, pracują na poprawę losu najbogatszych, a nie odwrotnie.

P.S. Okazuje się, że metodę wybiórczego korzystania z faktów a wręcz ich kreowania jeden z autorów p. Mateusz Benedyk stosuje od bardzo dawna, przynajmniej od 2012 r.
Trwa ładowanie komentarzy...