Problemy z inflacją cz. 2

Tym razem spróbuję wyjaśnić co NIE wpływa na inflację oraz dlaczego nie powinniśmy się nią w ogóle przejmować.

Podsumowując poprzednie rozważania, w takim kraju jak Polska, na inflację nie ma wpływu:
• Bank centralny - dostosowuje on bowiem wysokość stóp procentowych do bieżącej inflacji (nazywa to mądrze „strategią wait and see”). Teoretycznie zwiększając stopy procentowe, może w pewnym stopniu wpłynąć na obniżenie inflacji, nie ma natomiast możliwości jej zwiększania (mimo usilnych prób zwanych „luzowaniem ilościowym”).
• Ilość pieniądza – już o tym pisałem wcześniej, ale przyszedł mi ostatnio świetny przykład. W latach 2007-2013 średnioroczny napływ środków UE do Polski wynosił netto ok. 58 mld zł czyli 3,1% PKB źródło. Jak spojrzycie na przedstawione już w poprzednich wpisach wykresy inflacji to od razu zauważycie brak wpływu tak ogromnej sumy na inflację (zwłaszcza biorąc pod uwagę stopniowy wzrost napływu funduszy unijnych w kolejnych latach).
• Deficyt budżetowy – zaciągając dług państwo „tworzy” nowy pieniądz. Jak to pokazałem m.in. w poprzednim punkcie nie wpływa to na inflację. Co więcej, jeśli wydatki budżetowe zwiększą wydajność przedsiębiorstw (np. obniżając koszty transportu dzięki inwestycjom infrastrukturalnym, poprawiając wykształcenie pracowników itp.) to deficyt powinien raczej zmniejszać inflację :-)
• Zmiana bezrobocia – jego spadek zwiększa co prawda presję na wzrost płac, ale nie przekłada się to automatycznie na wzrost kosztów pracy. Koszty pracy zależą bowiem również od wydajności. Rosnąca wydajność przy stałych płacach powoduje wzrost zysków przedsiębiorstw. Jeśli natomiast płace będą rosły szybciej niż wydajność pracy, to przy zaciętej konkurencji, może skutkować spadkiem marż, a nie wzrostem. Presję płacową związaną z niskim bezrobociem powstrzymuje również napływ imigrantów. Tutaj najlepszym przykładem jest USA.


Czy te rozważania na temat inflacji mają jednak w ogóle sens z punktu widzenia rozwoju gospodarczego?

Moim zdaniem nie. I to z dwóch powodów. Pierwszy pochodzi z książki Ha-Joon Changa „Źli Samarytanie” (str. 258 i kolejne). „Jest spory przeskok logiczny między uznaniem niszczącej natury hiperinflacji a stwierdzeniem, że im niższa stopa inflacji, tym lepiej. Jak pokazują przykłady Brazylii i Korei, aby gospodarka dobrze się miała, stopa inflacji nie musi pozostawać w przedziale 1-3 procent […] Dwóch ekonomistów Banku Światowego – Michael Bruno, niegdyś główny ekonomista, i William Easterly – dowiodło, że poniżej 40 procent nie ma systematycznej korelacji między stopą inflacji w danym kraju i jego wzrostem. Twierdzą oni wręcz, że nieprzekraczająca 20 procent inflacja w niektórych okresach może wiązać z wyższym wzrostem gospodarczym.”

Drugi powód jest banalnie prosty. Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, potocznie pod pojęciem inflacji rozumie się jak zmienia się to, ile można kupić za określoną kwotę. Z takiego ujęcia wynika prosty wniosek, do którego dochodzi każdy, kto wie ile zarabia się np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii i jakie są tam ceny: Jakie znaczenie ma stopa inflacji dopóki płace rosną szybciej? Jeśli dodamy do tego jeszcze fakt, że produkty międzynarodowych koncernów kosztują tam tyle samo co w Polsce albo i mniej…
Trwa ładowanie komentarzy...